Wywiad z Neil Milne i George Swirski dla dziennika Parkiet z okazji 10 lecia istnienia firmy (20.11.2017)

Ostatnio Abris Capital Partners zebrał 500 mln euro w swoim nowym, trzecim funduszu przeznaczonym na inwestycje w spółki w Europie Środkowo-Wschodniej. Czy ten fundusz będzie się skupiał głównie na polskim rynku?

NM: Abris Capital Partners jest od zawsze silnie obecny w Europie Środkowo-Wschodniej. Działamy na tym rynku już 10 lat. Nasze największe regionalne biuro funkcjonuje w Warszawie, mamy też swoje biuro w Bukareszcie. Skupiamy się najbardziej na Polsce, ale chcemy też inwestować na rynkach Europy Południowo-Wschodniej, z których najważniejszym jest dla nas Rumunia.

GS: Postrzegamy siebie przede wszystkim jako fundusz typu mid-market. Przyglądamy się okazjom inwestycyjnym w sektorze średnich spółek, niezależnie od tego, czy są to spółki polskie, czy na przykład rumuńskie. Nie kierujemy się w pierwszej kolejności geografią, tylko stopą zwrotu, jaką możemy uzyskać dla naszych inwestorów. Jeśli nam się to udaje, inwestorzy są zadowoleni z osiąganych parametrów finansowych, to możemy stworzyć kolejne fundusze.

Gdzie więc Państwo widzą najlepsze stopy zwrotu w Europie Środkowo-Wschodniej?

NM: To bardzo dobre pytanie. Jak już wspomnieliśmy, przyglądamy się średnim spółkom. To często firmy założone 20-25 lat temu przez dynamicznych przedsiębiorców. Rosły przez dwie dekady i doszły do etapu, na którym trzeba coś zmienić, by dalej się rozwijać. Czasem potrzebują one dodatkowego kapitału na ekspansję, czasem wsparcia zarządczego, a niejednokrotnie zdarza się, że człowiek, który założył spółkę, chce po prostu przejść na emeryturę i odpocząć. Jedną z firm, w którą zainwestowaliśmy, jest Graal, spółka poszukująca nowych perspektyw rozwoju. Została założona przez przedsiębiorcę, który zaczynał swoja przygodę z biznesem od małej firmy dystrybucyjnej w Gdańsku, a dzisiaj jego grupa kapitałowa ma 300 mln euro obrotów! Tego typu spółki, które przetrwały na rynku 20-25 lat, spełniają nasze kryteria. I tutaj dochodzimy do kwestii tego, czemu założyliśmy Abris Capital Partners. 10 lat temu mieliśmy wrażenie, które nadal się utrzymuje, że w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej gospodarka rozwija się dzięki średnim firmom. Tego rodzaju spółki były najszybciej rosnącymi i najbardziej dynamicznymi przedsiębiorstwami. Często działały one w nowych, prężnie rozwijających się sektorach gospodarki. To nas skłoniło do założenia naszej firmy i surfowania na fali wznoszącej na rynku średnich spółek.

Średnie spółki z naszego regionu mocno korzystają na dobrej koniunkturze gospodarczej. Jak Państwo postrzegają przyszłość gospodarek państw Europy Środkowo-Wschodniej?

NM: Muszę lekko skorygować Pańskie pytanie. Stwierdził Pan, że średnie spółki korzystają z dobrej koniunktury gospodarczej, a to one ją przecież tworzą! Gdy przyglądamy się strukturze wzrostu gospodarczego w tym regionie, to widać, że spora jego część jest wypracowywana właśnie przez średnie spółki. Ich udział we wzroście cały czas się zwiększa i odbywa się to w szybszym tempie, niż w przypadku dużych spółek.

GS: Jesteśmy na tym rynku od ponad 20 lat i obserwujemy zachodzące na nim zmiany. Gdy zaczynaliśmy, działały tu przede wszystkim wielkie przedsiębiorstwa, stocznie, fabryki, zakłady chemiczne. I tak naprawdę niewiele więcej. Przez ostatnie 25 lat gospodarka Polski i regionu dojrzewała i obecnie upodobniania się do gospodarek Europy Zachodniej. Ten proces normalizacji wciąż trwa, kreując olbrzymi potencjał, który można zagospodarować. Przedsiębiorcy, którzy 25 lat temu zaczynali od przywożenia lodówek i innych towarów z Niemiec, teraz kierują biznesami, które niezwykle dynamicznie się rozwijają. Napotykają jednak na poważne wyzwania. Jakie? Na przykład ich najwięksi klienci chcą, by rozpoczęli oni biznes w sąsiednich krajach. Klient, który prowadzi ekspansję w Europie Środkowo-Wschodniej, coraz częściej mówi swojemu dostawcy, że chciałby, aby on go zaopatrywał nie tylko w Polsce, ale również w Czechach czy Rumunii. Mówi mu: „Chcę, byś był dla mnie prawdziwym partnerem”. Przedsiębiorca, który dostaje taką ofertę, może jednak nie dysponować zasobami, by uczestniczyć w tej ekspansji i na przykład zbudować fabrykę w Rumunii, na Słowacji czy w Serbii. Potrzebuje więc znaczącej pomocy. I w takich sytuacjach możemy odgrywać aktywną rolę pomagając im w kwestiach zarządzania i finansowych, by mogli rozszerzać swoją działalność. Wiele biznesów, którym się przyglądamy, to najlepsze spółki w swojej klasie. Często są też najlepsze w Europie pod względem technologicznym, ale jeśli chodzi o zarządzanie i strukturę wciąż mają stosunkowo wiele do nadrobienia. Możemy im w tym pomóc. Wyobraźmy sobie przedsiębiorcę dochodzącego do 60. roku życia, który chce nieco się wycofać i mieć coś ze swojego biznesu. Zastanawia się jednak, czy i jak może to zrobić, czy musi dalej samodzielnie ponosić ryzyko, aby rozwijać dalej biznes. Naszym zdaniem powinien wtedy zastanowić się nad znalezieniem zaufanego partnera, który zajmie się rozwojem jego firmy. W wielu przypadkach spotykamy się też z kwestiami dotyczącymi sukcesji, ludźmi, którzy całe życie pracowali na sukces swojej spółki, konfrontującymi się z faktem, że ich dzieci niekoniecznie chcą iść w ich ślady. Rozwój firmy ma więc wiele twarzy, dotyka wielu wątków, w których my możemy założycielom, właścicielom, pomóc.

Jak Europa Środkowo-Wschodnia prezentuje się na tle innych rynków wschodzących?

NM: Myślę, że określenie „rynki wschodzące” bywa bardzo różnie rozumiane. Niektórzy inwestorzy, z którymi rozmawiamy, uznają Polskę i Europę Środkowo-Wschodnią za rynek wschodzący, inni zaś mówią: „Nie, Polska to członek Unii Europejskiej, więc to już nie jest rynek wschodzący”. Gdy zatem zbieramy pieniądze na inwestycje, musimy być ostrożni, jak określamy ten region. Gdy rozmawiamy z zarządzającymi inwestycjami, nie ograniczamy się tylko do inwestorów specjalizujących się w rynkach wschodzących. Wielu z nich bowiem nie byłoby zainteresowanych tym rynkiem, gdyż jest on dla nich zbyt rozwinięty. Naszym zdaniem Polska i region bardzo się zmieniły przez ostatnie 25 lat. Pod wieloma względami duża część Europy Środkowo-Wschodniej to zaawansowany rynek, z już rozbudowaną infrastrukturą. Występują tu jednak nadal niektóre cechy charakterystyczne dla rynków wschodzących. Z pewnością jedną z nich jest dominujący typ przedsiębiorczości w pierwszym pokoleniu, różniący się na przykład od sytuacji w sektorze średnich spółek w Niemczech, gdzie często te same rodziny są właścicielami tych samych spółek od wielu pokoleń. Ta różnica otwiera jednak duże możliwości inwestorom takim jak my.

Jak przebiega kwestia odszkodowania od Polski, o które toczyło się postępowanie przed sądem arbitrażowym, w sprawie dotyczącej wywłaszczania Abris Capital Partners z FM Banku?

NM: Cofnijmy się nieco, by pokazać kontekst sprawy. Podjęta w 2014 roku przez KNF błędna decyzja uderzającą w FM Bank, który pośrednio kontrolowaliśmy, otworzyła dwie kwestie. Jedną z nich było narażenie na szwank naszej reputacji, a drugą to, że nasi inwestorzy zostali w wyniku tej decyzji dotknięci potencjalną dużą stratą finansową. Ponieważ byliśmy przekonani o swoich racjach, chcieliśmy skorygować wrażenie, że dokonaliśmy czegoś niezgodnego z prawem, oraz podjąć stosowne kroki mające na celu ochronę interesu naszych inwestorów. Dlatego właśnie doszło do procesu arbitrażowego. Polska jest stroną umów o ochronie inwestycji, tak zwanych BIT-ów, więc zbadano sprawę w takim właśnie postępowaniu. Doszło do szczegółowego dochodzenia, przedstawiono bardzo wiele dowodów, wysłuchano wszystkie strony i ich argumenty. I sąd arbitrażowy uznał ostatecznie, że nie zrobiliśmy nic złego oraz zasądził na naszą korzyść odszkodowanie. Mamy nadzieję, że ten epizod zakończy się dla obu stron najpóźniej w przyszłym roku poprzez wypłatę odszkodowania.

Chcieli Państwo ponad 2 mld złotych od polskiego rządu…

NM: Trybunał arbitrażowy ustalił odszkodowanie na dużo niższym poziomie. Oryginalnie, szkodę wycenili powołani przez nas biegli na 2 mld złotych. Niezależny trybunał arbitrażowy przeprowadził jednak własne analizy i poprosił biegłych powołanych przez obie strony o wypracowanie wspólnej wyceny szkody. Osiągnięty przez biegłych kompromis, to kwota w przybliżeniu 760 mln złotych. Należy też podkreślić, że to nie my je dostaniemy, tylko nasi inwestorzy. To w imieniu tych inwestorów i na ich rzecz musieliśmy odzyskać pieniądze, o których wcześniej mowa. Mamy już ostateczny wyrok sądu, który podlega egzekucji. Nie jest naszym celem i nie chcemy toczyć sporu z polskim rządem. George i ja, przez wiele lat przekonywaliśmy inwestorów, jakim Polska jest wspaniałym krajem i dobrym miejscem do inwestowania. Ostatnią rzeczą, na jakiej nam zależy, jest więc krytyka uderzająca w Polskę i ten region. Nie byłaby ona dobra ani dla kraju, ani dla rozwoju biznesu.

GS: To ważne, że Polska jest uznawana za granicą za kraj, który wypełnia swoje zobowiązania. Bo tak właśnie jest. Jednak jedna z instytucji państwowych popełniła błąd, z przyczyn, które nam trudno zrozumieć. Sprawa została na szczęście rozstrzygnięta przez niezależnych ekspertów, sędziów sądu arbitrażowego. Ich wyrok może nie w pełni nas satysfakcjonować, pewnie też nie satysfakcjonuje drugiej strony, ale go szanujemy i przyjmujemy do wiadomości. Pieniądze, które uzyskamy z odszkodowania trafią do naszych inwestorów i będą mogły zostać wykorzystane do nowych inwestycji w Polsce. Zakładamy, że wkrótce będziemy mogli powiedzieć naszym inwestorom, że co prawda doszło do nieprzyjemnego epizodu, ale Polska jest krajem praworządnym, w którym chroni się ich prawa.

Najbardziej żałujemy, że nie dane nam było poznać rezultatów naszych działań w ramach tej inwestycji. Zarząd banku zbudował rewolucyjną platformę, która bardzo intensywnie się rozwijała. Naszym zdaniem byłby to europejski lider fintechu, prawdziwa polska historia sukcesu. Mimo, że tak się niestety nie stało, z całą determinacją pracujemy nad dalszymi ciekawymi projektami w Polsce, dostarczając gospodarce ciągle nowych, wyjątkowych liderów.